Jestem w raju :D
To o czym dawniej marzyłam, teraz jest rzeczywistością :)
To jest jak piękny sen, który właśnie śnię... i choć brakuje mi tutaj Was wszystkich, to wiem, że kiedyś się obudzę, będę znów z Wami, ale pamięć tego pięknego snu zostanie ze mną na zawsze... A ten sen mogłam wyśnić przede wszystkim dzięki moim rodzicom :) Dziękuję :)
Skąd ten dobry nastrój? Jak widać, spędzam czas w towarzystwie przecudownych książek. I nie tylko rozkoszuję się nimi całymi godzinami, ale jeszcze przynosi to wspaniałe efekty :)
W tym tygodniu miałam mnóstwo ciężkiej pracy, ponieważ miałam przygotować prezentację na tutorial. Hm, czy opowiadałam Wam już o tutejszym systemie tutoriali? Chyba nie... Więc, krótko i zwięźle:
Oprócz godzinnych wykładów, z każdego przedmiotu mamy też dwa tutoriale na semestr. Są to specjalne spotkania z tutorem, które wyglądają w sumie jak nasze ćwiczenia na uniwerku. Jesteśmy podzieleni na małe grupki (ok 8 osób). Na każdy tutorial należy przeczytać zadane teksty, przygotować pytania przesłane przez tutora oraz zrobić ewentualną pracę dodatkową (takową pracą dodatkową była właśnie moja prezentacja). Tutoriale z każdego przedmiotu są nieco inne - wszystko zależy od tutora. Tutoriale mają też nas przede wszystkim przygotować do napisania eseju zaliczeniowego jeśli przedmiot tego wymaga.
W tym tygodniu zdrowo trzęsłam portkami, choć miałam już dwa inne tutoriale i wiedziałam mniej więcej czego mogę się spodziewać. Niemniej, perspektywa wygłoszenia prezentacji po angielsku przed grupą native speakerów była lekko przerażająca. Do tego należy dodać, że temat, który dostałam, na początku wydawał się prosty i fascynujący, ale gdy przyszło do szukania materiałów... zaczęły się schody. "Manuskrypty" brzmią zachęcająco :) ale temat "manuskrypty i standardyzacja języka staroangielskiego" przeraża, gdy okazuje się, że kolejna książka z rzędu nie zawiera na ten temat ani słowa...
Ale od czego są cudowne zdolności mola książkowego? Znacie mnie :) zakasałam rękawy i nagle na półkach zaczęły się pojawiać książki, które coś jednak na temat standardyzacji języka staroangielskiego mówią :)
Dużo to ja w tym tygodniu nie spałam... codziennie przedzierając się przez milion nieistotnych szczegółów, żeby wygrzebać jeden ważny fakt...
Przyszedł czwartek. Byłam tak zmęczona, że ledwo obudziłam się na czas. Razem z Zosią wcięłyśmy szybko śniadanie i pognałyśmy na tutorial (oczywiście wcześniej dziesięć razy sprawdziłam, czy wpakowałam notes z treścią prezentacji). Z sercem, które podchodziło mi do gardła, usadowiłam się na sali.
W trakcie tutoriala moja pewność siebie nieco wzrosła. Okazało się, że po gramatyce opisowej, kontrastywnej, fonologii, łacinie i dwóch latach własnej nauki staroangielskiego, wiemy z Zosią na prawdę BARDZO dużo w porównaniu z Anglikami. Jak tak teraz myślę sobie, to aż mi trochę żal naszych współ-tutorialowiczów. Momentami nie mieli pojęcia o czym gadamy z Zosią. Psor mógł nam zadać dowolne pytanie, a my na nie odpowiadałyśmy - Przypadki łacińskie? no problem! Przypadki staroangielskie? No problem. Przykład dla pokazania czym się różni odmiana strong noun od weak noun? Proszę bardzo, przykładowa odmiana 'se cyning' i 'se bana' gotowa od ręki. Generalnie, profesor był zachwycony, a angielscy studenci zdegustowani. My - dowartościowane, że tak wiele umiemy ^_^
W końcu przyszedł czas na moją prezentację. Muszę powiedzieć, że nasz kochany pan tutor świetnie ją wprowadził, tak, że było mi bardzo łatwo rozpocząć... I mówiłam, mówiłam, profesor uśmiechał się coraz szerzej i szerzej... Gdy tylko skończyłam od razu posypały się pochwały. Profesor stwierdził, że "zawyżyłam poziom", na co studenci z niechęcią przytaknęli. Psor spodziewał się czegoś zupełnie innego na temat manuskryptów, ale bardzo mile go zaskoczyłam przedstawiając historię manuskryptów w Anglii i to jak wpłynęły na utworzenie Standard Old English. Gdy tutorial się już skończył, profesor chciał z nami porozmawiać o esejach, które musimy z Zosią oddać nieco wcześniej niż inni studenci. Zostałam poinformowana, że koniecznie muszę napisać esej zaliczeniowy na temat manuskryptów :D Gdy podałam temat drugiego eseju, profesor najpierw się zawahał i zaczął mówić, że jest to temat na który ciężko napisać dobry esej, ale po chwili zmienił ton: "no ale przecież pani to sobie z tym na pewno poradzi" :D
Moi kochani, robimy tu w Durham karierę :) Nie sądziłam, że będzie mi szło tutaj aż tak dobrze, ale jak na razie sądząc po faktach - idzie znakomicie!
Jest jeszcze jedna rzecz, o której jeszcze Wam nie opowiadałam. Jakoś tak to przypadło na ten mój okres długiej nieobecności na blogu i jakoś tak wyszło, że nie wspomniałam tego jeszcze. Otóż...
Po jednym z pierwszych wykładów z Heroic Age ucięłam sobie z dr Ashurstem pogawędkę na temat "The Battle of Maldon" (a o czymże by innym mogła Krysia nawijać ^_^ ). Powiedzmy krótko: zaimponowałam mu swoją wiedzą, o czym przekonałam się kilka dni później odbierając wiadomość, która zwaliła mnie z krzesła. Dr Ashurst zapraszał mnie na spotkanie Early Medieval Reading Group - mała grupka ludzi, która dla przyjemności spotyka się co pewien czas i tłumaczy teksty staroangielskie. Jako, że pierwsze spotkanie miało się skupiać właśnie na "The Battle of Maldon" profesor uznał, że będzie im bardzo miło, jeśli do nich dołączę :) Zosia nie była wtedy obecna w Durham (wróciła do Polski zdawać egzamin), więc dr Ashurst poprosił mnie, żebym przekazała jej jak wróci, że również jest zaproszona na spotkanie. Po przeczytaniu wiadomości kilka razy skakałam pod niebiosa ze szczęścia :) Z niecierpliwością wyczekiwałam środy, kiedy miało mieć miejsce spotkanie.
W następnym tygodniu we wtorek instytut zorganizował wyprawę do Jarrow do... zrekonstruowanego MEADHALL :) I tutaj od razu kajam się, bo mam prawie gotową relację z tej wyprawy i z paru innych rzeczy siedzącą na pulpicie od paru tygodni i czekającą na poprawki... postaram się ją doszlifować i wrzucić... Wybaczcie...
W każdym razie - podczas tego tejże właśnie wyprawy, czyli dopiero dzień przed Early Medieval Reading Group, dowiedziałam się, kto bierze udział w spotkaniach: profesorzy, MA students and PHD students... Hm. jak to powiedzieć? Szczęka mi opadła? Ciarki przebiegły mi po plecach? Nogi nagle zrobiły się jak z waty?
Ekhm... ale jak to Beorhtwold mówił wszyscy wiedzą:
"Hige sceal þe heardra, heorte þe cenre,
mod sceal þe mare, þe ure mægen lytlað."
I nie byłabym sobą jakbym tam nie poszła :)
Tak więc razem z Zosią, która do tego czasu zdążyła już wrócić, podreptałyśmy na spotkanie... które okazało się być cudem świata! Poznałyśmy profesora McKinnella, który jest przecudowną osobą! Niezwykły człowiek - bardzo miły, spokojny, i z ogromną wprost wiedzą. Dodatkowo, na pierwsze spotkanie przyniósł książkę o "The Battle of Maldon" i dzięki niemu byłam w stanie zobaczyć zdjęcie kopii mojego ukochanego poematu (zważcie: manuskrypt niestety spłonął ;( ). Od niego też dowiedziałam się bardzo wiele podczas tłumaczenia... I byłam też z siebie dumna, bo, choć wolniej niż inni, ale jednak dałam radę przetłumaczyć samodzielnie część poematu na miejscu bez przygotowania (bo tak to tutaj robią - czytają i od razu tłumaczą) :)
Pochwalę się jeszcze, że dwa tygodnie później, podczas kolejnego spotkania, miał miejsce bardzo ciekawy incydent, który sprawił mi wiele przyjemności :)
Tłumaczyliśmy drugą część poematu. Każdy tłumaczył fragment według kolejności tego jak siedzieliśmy. Mieliśmy wkrótce dojść do słynnej kwestii Beorhtwolda. Gdy policzyłam fragmenty pozostające do tej kwestii i ludzi, którzy mieli je czytać, z lekkim rozczarowaniem stwierdziłam, że mój ulubiony cytat przypadnie na Zosię - czyli osobę siedzącą tuż przede mną. Zaczęłam żałować, że akurat tego wieczoru zamieniłyśmy się miejscami...
Ale nagle, tuż przed tym zdarzyło się coś, czego się nie spodziewałyśmy.- jeden z uczestników powiedział, że on już dalej nie da rady tłumaczyć. Wszystko przesunęło się o jedno oczko i....
Z wielką przyjemnością przetłumaczyłam swój ukochany cytat:
"Hige sceal þe heardra, heorte þe cenre,
mod sceal þe mare, þe ure mægen lytlað."
Cudowny zbieg okoliczności :D Ktoś tu się jeszcze waha z czego powinnam pisać pracę magisterską? A może doktorat? :D
Bardzo się cieszę, że tu jestem... To wszystko to jest niesamowita przygoda :)
Tutaj robię dokładnie to, czym chciałabym się zająć w przyszłości - staroangielski, staronorweski, historia języka angielskiego. "The Battle of Maldon"... Mnóstwo czytania, tłumaczenie ze staronorweskiego, tłumaczenie ze staroangielskiego... Cudownie :) Godziny spędzone w bibliotece...
Wybór nie między Pragmatyką albo Lit.Compem, ale między czytaniem Eddy Poetyckiej a Beowulfa... Wszystko, co robię to to, o czym dawniej marzyłam i mogłam to robić tylko w wolnym czasie, albo względnie cały czas odkładać na moment, gdy tą wolną chwilę będę miała. Cudo :)
I całe to moje szczęście przesyłam Wam razem z tym postem i mam nadzieję, że tam w Polsce też jesteście wszyscy szczęśliwi i dobrze się Wam wiedzie :) Ściskam Was mocno i przesyłam tysiące całusów :*

meh,
OdpowiedzUsuńzazdroscic ;)
Moje dylematy polegaja na - czy dzis czytam cos co mnie nie interesuje(a rozumiem), czy cos co mnie nie interesuje (a nie rozumiem) ;)
Zdjecie robi wrazenie. Poza tym, biedni ci brytyjczycy. Wykrzywicie im poglad o polskich studentach - pomysla, ze wszyscy sa tacy madrzy i w ogole ;)
(Zastanawiam sie, czy jesli w Durham maja kursy fonologiczne, to jak to u nich wyglada w takim razie...)
Regards,
M. Antonius.
Pozostaje się cieszyć Twoim szczęściem :)
OdpowiedzUsuńPs. A ja wczoraj prowadziłam nWoDa, wreszcie! :D Relacja z sesji na blogu. ;)
OdpowiedzUsuńHehe :) Ifowe dylematy - zaczynam za nimi tęsknić :) Hm, tutejsi "angliści" nie robią niczego takiego jak fonologia niestety. I szczerze mówiąc nie mam pojęcia czy w ogóle mają tu coś takiego... :/
OdpowiedzUsuńDzięki Blanko - kurcze, zazdroszczę sesji!!! WAAAAAA!!! Ja TEŻ CHCĘ!! Ej, jak wracam to sesja to MUST!!
Przed Rybą jeszcze kolejne trzy części scenariusza - mam zamiar rozegrać je do czasu Twojego przyjazdu. Oczywiście, nie wiem, na ile moje zamiary zostaną spełnione, ale - jako że znalazłyśmy bardzo korzystną dziurę w jej planie zajęć w dniu, w którym z kolei ja kończę najwcześniej - nie wygląda to źle.
OdpowiedzUsuńPotem Ty wracasz i albo D&D albo dalej nWOD. :)